Wyniki wyszukiwania dla słów: Kolei Miejskiej

Wyszukano 137 rezultatów. Strona 6 z 6

Post

Wysłany: 2007-05-15, 10:27

CytatCytat:

Pojadą ekologicznie, ale na drogim etanolu

Miały być ekologiczne i tanie. Są tylko ekologiczne. Ponad 80 groszy więcej od oleju napędowego będzie kosztowało ekologiczne i odnawialne paliwo stosowane w nowych autobusach Miejskiego Zakładu Komunikacji w Słupsku. Miasto jako pierwsze w Polsce przystąpiło do nowatorskiego programu wdrażania biopaliwa w komunikacji miejskiej.

W kwietniu Rada Miejska zgodziła się przyznać 1,3 mln zł w ramach pierwszej transzy na zakup 5 ekologicznych autobusów marki Scania. MZK szczęścia do nich nie ma. Najpierw nie było rozporządzenia o dopuszczeniu do użytku autobusów na biopaliwa, potem radni wycofali się z pomysłu dofinansowania pojazdów. Po kilku miesiącach negocjacji pieniądze z budżetu przyznali. To jednak nie zakończyło sporów wokół "etanolowców". Na sesji prezes MZK January Senko - pod wyraźnym naciskiem samorządowców - przyznał, że zakup 1 litra etanolu od szwedzkiego koncernu SEKAB kosztuje 0,55 eurocenta.

Jako pierwsi napisaliśmy wtedy, że według tych danych przejechanie 100 km autobusem napędzanym etanolem jest droższe o kilkadziesiąt złotych od tej samej trasy pokonanej autobusem na olej napędowy. Okazuje się jednak, że prezes nie poinformował radnych, że 0,55 eurocenta to koszt zakupu paliwa bez akcyzy oraz kosztów transportu. Po doliczeniu tych kosztów cena litra etanolu wzrasta do około 1,2 euro. Paweł Siewierski, rzecznik prasowy MZKm uważa, że nie ma co demonizować kwoty zakupu litra etanolu, bo... może się ona obniżyć.

- Jeśli Ministerstwo Transportu zakwalifikuje etanol do kategorii samoistnych paliw, a nie komponentów paliwowych, to akcyzę odzyskamy. Wystąpiliśmy już o taką opinię - dodaje Siewierski.

Jednak to potrwa. Analiza paliwa musi być przeprowadzona w pięciu niezależnych laboratoriach.

Dziennik Bałtycki

CytatCytat:

Prezes pod pręgierzem radnych

Słupscy radni uważają że zostali wprowadzeni w błąd przez Januarego Senkę, prezesa Miejskiego Zakładu Komunikacji.

MZK odebrał wczoraj autobusy na etanol od Scanii. Zgodnie z przetargiem miały jeździć po Słupsku już w październiku ubiegłego roku.

Prezes podał zaniżoną cenę litra etanolu, na którym jeździ supernowoczesny, ekologiczny autobus.

Przypomnijmy: prezes Senko, w ubiegłym miesiącu publicznie na Radzie Miejskiej oznajmił, że litr etanolu sprowadzanego ze Szwecji kosztuje 55 eurocentów (2,03 zł). Według naszych źródeł, delikatnie mówiąc - minął się z prawdą - bo za litr spółka płaci 1,20 euro (4,4 zł).

Jest więc droższe paliwo od oleju napędowego - 3,59 zł za litr.

- Zostaliśmy wprowadzeni w błąd - mówi wprost Tadeusz Bobrowski, przewodniczący Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwość. - Według moich informacji, niektóre dostawy były jeszcze droższe i dochodziły do 6 zł za litr.

Tymczasem zdanie Senki padło podczas Rady Miejskiej, gdzie ważyły się losy dofinansowania kupna pięciu autobusów na etanol.

Rajcy po burzliwej dyskusji w końcu przyznali Miejskiemu Zakładowi Komunikacji dofinansowanie na ten cel w wysokości 1,3 mln zł.

- Czuję się oszukany - mówi Zbigniew Konwiński (Platforma Obywatelska), przewodniczący Rady Miejskiej.

- Zastanawiam się, jak długo jeszcze prezes będzie wprowadzał nas w błąd różnymi nieprawdziwymi informacjami - stwierdza z kolei Zdzisław Sołowin (PO), przewodniczący Klubu Radnych.

INNI DAJĄ RADĘ
Liderem autobusów na etanol jest Szwecja. Jeździ tam ponad 600 autobusów napędzanych E95. Program finansowany jest w ramach konsorcjum BEST (BioEthanol for Sustainable Transport). Pomysłodawcą jest Sztokholmskie Przedsiębiorstwo Transportu Miejskiego. Konsorcjum jest współfinansowane przez Unię Europejską. Wspierają je trzy wielkie firmy motoryzacyjne: Saab, Scania oraz Ford.

Tymczasem wczoraj MZK odebrał cztery pozostałe zamówione autobusy na etanol.

Stało się to po podpisaniu aneksu do umowy o ich zakup, który powstał w wyniku nacisku radnych.

Jednym z punktów jest finansowanie przez Scanię - producenta autobusów - różnicy między ceną oleju napędowego, a etanolem, w przypadku gdyby droższy był ten drugi (do połowy 2008 roku).

- Wystąpiłem do prezydenta o okazanie ostatecznego brzmienia aneksu. Jeżeli program etanolowy okaże się zbyt dużym obciążeniem dla miasta, to wycofujemy poparcie dla niego - dodaje Bobrowski. - Jednak inną sprawą jest ten aneks, a inną sprawą zachowanie pana prezesa Januarego Senko.

Michał Kowalski - Głos Pomorza


Post

Wysłany: Sro Kwi 04, 2007 18:15

Cywilne patrole obywatelskie mają powstać w Orłowie

Już na przełomie kwietnia i maja na ulice gdyńskiej dzielnicy Orłowo wyruszyć mają pierwsze w Trójmieście patrole obywatelskie złożone z mieszkańców, policjantów i strażników miejskich. W założeniu mają zapewnić poprawę bezpieczeństwa w dzielnicy. Chcą tego mieszkańcy Orłowa i radni dzielnicy. Innego zdania jest policja i Straż Miejska, twierdząc że na wspólne patrolowanie dzielnicy szans nie ma.

- Zanim patrole zaczną działać, ich członkowie muszą zostać przeszkoleni - twierdzi Marek Krause, przewodniczący komisji bezpieczeństwa Rady Dzielnicy Orłowo. - Liczymy na pomoc policji i Straży Miejskiej. Szkolenie ma dotyczyć zachowania się w przypadku zagrożenia życia czy udzielania pierwszej pomocy.

Kandydaci muszą wiedzieć jak ratować ludzi w przypadku pożaru czy powodzi. Nie stawiamy wygórowanych wymagań. Ważne, żeby byli to ludzie uczciwi i tacy, którym dobro dzielnicy leży na sercu. O szczegółach będziemy rozmawiać podczas najbliższego zebrania rady dzielnicy, ale już wiadomo, że od 10 do 14 mężczyzn w wieku 18-50 lat zadeklarowało, że będzie zamiennie zaangażowanych w patrolowanie dzielnicy. Chcemy działać jako stowarzyszenie, dlatego patrole zarejestrujemy w urzędzie miasta.

Patrole tworzone są głównie z myślą o sezonie letnim, kiedy to do Orłowa przyjeżdża tysiące wczasowiczów. Mają chodzić głównie wieczorami. Zdaniem mieszkańców, w tym okresie najbardziej nasilają się rozboje, kradzieże czy oszustwa. Jeżeli pomysł się sprawdzi patrole mają zostać wyposażone w mundury, zakup których członkowie sobie sami sfinansują. Pomysł podoba się mieszkańcom dzielnicy.

- Im więcej osób jest zaangażowanych w poprawę bezpieczeństwa, tym lepiej - uważa Paweł Skowroński, mieszkaniec ulicy Orłowskiej. - Patrole mogą okazać się potrzebne szczególnie latem, kiedy to u nas nie zawsze jest bezpiecznie.

Funkcjonariusze policji są zdania, że patrole obywatelskie owszem niech będą, ale tylko do przekazywania informacji.

- Członkowie patrolu to cywile, a nie funkcjonariusze, którzy są szkoleni do ratowania życia innym - twierdzi Joanna Kosińska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Mogłoby dojść do sytuacji, że policjant lub strażnik miejski musiałby ratować członka patrolu, a nie osobę, która np. została napadnięta. Zgodnie z przepisami, w patrolu z policjantem może chodzić jedynie strażnik miejski, funkcjonariusz Żandarmerii Wojskowej, Straży Granicznej i Służby Ochrony Kolei. Co innego informacje o zdarzeniach przekazywane policji. Te mogą przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa w mieście lub dzielnicy. Inicjatywa rady dzielnicy Orłowo jest pierwszą w Trójmieście. Pomysł może okazać się ciekawy, jeżeli będzie realizowany z głową.

- Na pewno członkowie patroli obywatelskich nie będą mogli brać udziału w naszych akcjach, bo nie będą mieli do tego uprawnień - twierdzi Dariusz Wiśniewski, komendant Straży Miejskiej w Gdyni.- Co innego wyjście na wspólny obchód dzielnicy. Wtedy będą mogli wskazać funkcjonariuszom miejsca np. szczególnie zaśmiecane.

Patrole obywatelskie funkcjonują już od dwóch lat w Zabrzu i od roku Nowej Hucie. Sprawdzają dzielnice wspólnie ze strażnikami miejskimi i informacje przekazują na policję.

Źródło: Dziennik Bałtycki (Mariusz Jabłoński) 2007-04-03

Post

Wysłany: Sob Kwi 19, 2008 2:00 am

CytatCytat:


Uniwersytety walczą o studentów billboardami

Dwa największe ośrodki akademickie ściany wschodniej toczą wojnę podjazdową o studentów. Rzeszów i Lublin wśród oskarżeń o "nieuczciwą konkurencję" zasypały się wzajemnie billboardami zachęcającymi maturzystów do studiowania na ich uczelniach - pisze DZIENNIK. "To walka o odzyskanie miejskiej elity intelektualnej przetrzebionej wielką emigracją do Anglii" - mówią eksperci.

Uśmiechnięty chłopak z pasją oddaje się grze na skrzypcach. "Bądź wolny - studiuj w Lublinie" - mówi wielki bilboard. Taka reklama miała zachęcić 19-latków ze wschodniej Polski, by za dwa miesiące złożyli swoje świadectwa maturalne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej albo Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

"Chcieliśmy pokazać, że nasze miasto to świetne miejsce, gdzie można zdobyć dobre wykształcenie, ale też rozwijać swoje pasje" - mówi DZIENNIKOWI Janusz Babicz z agencji reklamowej, która przygotowała kampanię. "Przyłączyliśmy się, bo ta kampania promuje miasto, ale też i naszą uczelnię" - przekonuje rzeczniczka KUL Beata Górka.

Wiadomo jednak, że nie chodzi tylko o studiowanie. Ściana wschodnia otrzymała potężny cios, jak wielka emigracja 2005 roku pozbawiła ją znacznej części wykształconych elit. Studenci, z których statystycznie spora część zostaje w mieście, to szansa na wypełnienie luki.

"Takie miasta jak Lublin czy Rzeszów bardzo dużo straciły, wyjechała z nich cała masa młodych, zaradnych ludzi i żeby tę lukę zapełnić, trzeba na różne sposoby przyciągnąć nowych mieszkańców" - mówi DZIENNIKOWI socjolog Krzysztof Łęcki.

Problem w tym, że chętnych w kolejce po studentów jest więcej. Niemal równolegle z kampanią Lublina, swoją własną rozpoczął Rzeszów. Aż kilkadziesiąt plakatów z hasłem "Rzeszów zdaje egzamin", zawisło właśnie w Lublinie.

"Dowiedzieliśmy się, że Lublin planuje taką akcję, i chce swoje plakaty powiesić w Rzeszowie i innych miastach naszego województwa, dlatego stwierdziliśmy, że musimy ich wyprzedzić" - opowiada Mariusz Sidor, odpowiedzialny za promocję we władzach 170-tysięcznego miasta.

Przyznaje, że miasto Uniwersytetu Rzeszowskiego ma problem z nowymi rocznikami. Rzeszowskie uczelnie z roku na rok pozyskują coraz mniej studentów. To rodzi poważne zagrożenie nie tylko dla tych uczelni, ale dla przyszłości Rzeszowa.

"Nasze miasto potrzebuje młodych ludzi, którzy zwiążą z nim swoją przyszłość, będą profesjonalnym, wykształconym zapleczem, którzy pozwolą mu się szybko rozwijać" - twierdzi Sidor.

W reklamowo-billboardowej wojnie na razie udziału nie biorą dwa inne miasta z sąsiednich województw. Białystok dał się bez walki oplakatować Lublinowi, zaś Kielce uznały, że przekonywanie kogokolwiek do wybrania innego miasta na prowincji jest chybione.

"Kampania Lublina i Rzeszowa to źle wydane pieniądze, bo nasi maturzyści wybierają na studia Kraków, Warszawę albo rodzinne miasto" - powiedział DZ prezydent Kielc Wojciech Lubawski.

Innego zdania są jednak przedstawiciele studentów. Piotr Janeczka z portalu studentnews.pl twierdzi, że bilboardowy atak to zapowiedź całej fali podobnych starć.

"Mniejsze miasta akademickie zaczynają rozumieć, że od napływu młodych ludzi zależy ich przyszłość" - mówi DZIENNIK. Podobnie uważa Dawid Rogasik ze Stowarzyszenia Studenckiego Wiggor. "Warszawa, Kraków czy Wrocław sobie poradzą, bo tu i bez reklamy ciągnie ambitna, zdolna młodzież z całej Polski. Mniejsze, mniej prestiżowe ośrodki muszą się więc mocno starać, żeby młodych zdobyć" - mówi.

Łęcki dodaje z kolei, że w epoce wysokich technologii i rozwoju edukacji, każdy student jest skarbem. Jeżeli Rzeszów, Kielce czy Białystok zdobędą sobie etykietkę miasta, w którym dobrze jest skończyć studia, zapewnią sobie tłuste lata.

"Większość studentów decyduje się studiować tam, gdzie chce w przyszłości pracować" - mówi Łęcki. "Władze miast rozumieją, że od siły przyciągania młodych zależy to, czy czeka je rozwój, czy zastój" - dodaje.

Dziennik.pl

Post

Wysłany: 2006-09-21, 10:40

Głos Słupski

Jeszcze jeden kredyt

Nieuchronnie zbliża się koniec kadencji samorządów. Tymczasem prezydent Słupska Maciej Kobyliński proponuje Radzie Miejskiej zaciągnięcie kolejnego - tym razem 9-milionowego kredytu oraz kilkanaście zmian w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym. Radnych opozycji takie posunięcia dziwią. - Po co na koniec „uszczęśliwiać” długami nowy samorząd?! - zastanawiają się rajcy.

Na najbliższej sesji radni będą decydować m. in. o tym, czy miasto zaciągnie 9 milionów kredytu. Spłata miałaby trwać 10 lat, przy czym zaczęłaby się dopiero po roku , a odsetki byłyby spłacane po pół roku od zaciągnięcia kredytu. - Te pieniądze są potrzebne na realizację zaplanowanych inwestycji - uzasadnia Mariusz Smoliński, rzecznik prasowy prezydenta. - Była zgoda rady na zaciągnięcie w tym roku kredytów w wysokości 40 milionów, a łącznie z tymi dziewięcioma będzie tylko 36 milionów. Jednak rajcy opozycji uważają, że na niespełna dwa miesiące przed wyborami samorządowymi , dalsze zadłużanie miasta jest nieuzasadnione.

- Tłumaczenie urzędników ratusza mnie nie przekonuje i dlatego na posiedzeniu komisji budżetowej głosowałem przeciw tej pożyczce - mówi Igor Strąk, radny LPR. - Nie ma sensu teraz decydować o wielomilionowym kredycie, który spłacać będą następcy. To przecież poważne zobowiązanie finansowe dla przyszłych władz, takie ubezwłasnowolnienie nowego samorządu. Kredyt na inwestycje budzi ogromne obawy również dlatego, że pod koniec kadencji w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym pojawiają się kolejne ważne zmiany.

- Ciągle słyszymy, że koszty różnych zadań rosną, bo zwiększony został zakres rzeczowy. Teraz też mamy dołożyć 30 tysięcy na alejki w Parku Kultury i Wypoczynku, a nawet nikt nam nie wyjaśnił, o jakie dodatkowe prace chodzi - dodaje I. Strąk. - Kilkadziesiąt tysięcy więcej ma kosztować zagospodarowanie parku przy Małcużyńskiego, bo ma powstać skate park. Wolałbym więcej placów zabaw na osiedlach niż kosztowny skate park w jednym miejscu. Nagle też pojawia się modernizacja hali sportowej przy Ogrodowej. Z kolei zniknąć ma z tegorocznego planu rozbudowa Schroniska dla Zwierząt, bo ... zmieniła się koncepcja.

- Wieloletni Plan Inwestycyjny ma charakter dynamiczny - podkreśla M. Smoliński. - Zmiany wprowadzane są stale i fakt, że zbliża się koniec kadencji nie oznacza, że inwestycje będą przerwane. Przecież obowiązuje, bo musi obowiązywać ciągłość władzy. Trzeba realizować rozpoczęte zadania i uchwalony przez radnych budżet. Decyzja o tym, czy nowa rada będzie spłacać o 9 milionów większy dług zapadnie na sesji w najbliższą środę.

Na zdjęciu: Wątpliwości opozycyjnych radnych budzi m. in. wydatek na urządzenie skate parku na skwerze przy ul. Małcużyńskiego. Niektórzy uważają, że w zamian lepiej byłoby zrobić kilka osiedlowych placów zabaw.

Ciekawe na co te 9 milionów bo oczywiście z artykułu się tego nie dowiesz. Konkretnie na jakie inwestycje...bo te wypisane są śmieszne i dotyczą kilkudziesięciu tysięcy a na co te miliony???

Post

Wysłany: Cz paź 25, 2007 2:07 pm

CytatCytat:

Zmiana organizacji ruchu w rejonie ulic Brudnioka i Rybnickiego przeprowadzona została na podstawie analizy zdarzeń drogowych, która wykazała jej konieczność. Wprowadzone zmiany mają wyeliminować kolizje drogowe na tym skrzyżowaniu, będące skutkiem niepanowania kierujących nad pojazdami lub wymuszenia pierwszeństwa przejazdu przez pojazdy wyjeżdżające z ulicy Brudnioka.
W związku z tym, wprowadzona organizacja ruchu wyeliminowała niebezpieczne punkty kolizji, a to z kolei pozwoli na zmniejszenie liczby zdarzeń drogowych w tym rejonie.
W celu zaznaczenia zmiany organizacji ruchu i możliwości dojazdu do ul. Cegielnianej, ustawione zostaną dodatkowo odpowiednie tablice informacyjne. Nadal też możliwy jest dojazd do ulicy Cegielnianej (od strony kościoła Matki Boskiej Bolesnej), a następnie do ulicy Gliwickiej przez ulicę Cmentarną.


Ooooo, super!!! Z całego tego urzędniczego blablabla da się wyciągnąć bardzo ciekawy wniosek. Że mianowicie postawiono szlaban na drodze, bo zdarzały się tam wypadki??!!

Rewelacja!! W takim razie ja optuję za tym, żeby zamknąć rozjazd na ul Chwałowickiej i rondo z "Kamyczkiem", bo tam do wymuszeń pierwszeństwa dochodzi nagminnie.

Optuję za tym, żeby zamknąć duże skrzyżowanie ul. Chrobrego z 3 Maja, pamiętam tam 3 samochody wbite w barierkę, bo ktoś nie umiał prędkości do zakrętu dostosować.

Optuję za zamknięciem ronda Wodzisławskiego, bo tam pamiętam dwa wypadki tirów nie wyrabiających na małym okręgu.

Optuję za zamknięciem drogi od świateł przed paruszowską górką w lewo, pod wiadukt, bo tam jest bardzo niebezpieczny zakręt i czarny punkt.

Optuję za zamknięciem rozjazdu ul. 3 Maja koło Urszulanek, bo nie dalej jak wczoraj widziałam pojazd wodzisławskiej grupy interwencyjnej wbity uroczo w kwietniki.

Optuję za zamknięciem przejścia dla pieszych od Plazy na Raciborskiej do "żabki" , bo przejście znajduje się bezpośrednio za zakrętem i kilkakrotnie widziałam pieszych zatrzymanych na masce samochodów.

Optuję za zamknięciem skrzyżowania ul. Miejskiej i Chrobrego zaraz koło urzędu miasta, bo nawierzchnia tam urąga wszelkim standardom i co drugi kierowca jest w stanie stracić tam zawieszenie jadąc z prędkością szybszą niż 25 km/h. Jako droga niebezpieczna dla ruchu kwalifikuje się do zamknięcia.

Optuję za zamknięciem ul. Boguszowickiej, na której nie dość że znajduje się "czarny punkt", to jeszcze nagminnie zdarzają się wypadki pijanych kierowców.

Optuję za zamknięciem skrzyżowania ul. Kotucza z ul. Rudzką, na którym również zdarzały się i zdarzają wypadki, w ilości znacznie przekraczającej wyłamany dwukrotnie płot na dole ulicy Brudnioka.

Jeżdżę tamtędy bardzo często i nie pamiętam żeby jakoś szczególnie kolizyjna to była droga. Owszem zdarzają się wypadki, jak wszędzie. Gdyby chciano zamykać wszystkie drogi, na których zdarzają się jakiekolwiek kolizje ("Wprowadzone zmiany mają wyeliminować kolizje drogowe na tym skrzyżowaniu") to od tego momentu wszyscy przesiadają się na rowery i jeździmy po chodnikach. Optuję więc za zamknięciem wszystkich ulic na których dochodzi do jakichkolwiek wypadków, bądź dochodzi do jakichkolwiek wymuszeń. A wszystkim którzy sugerują jazdę zastępczą wspomnianą ul. Cegielnianą i Cmentarną radzę przyjrzeć się nawierzchni "cudownego" objazdu.

Myślę, że powód jak zwykle jest całkiem inny a wytłumaczenie jak zwykle - za całym szacunkiem - bardzo głupie.

Post

Wysłany: 2008-03-12, 13:55

CytatCytat:

Jeszcze przed wakacjami na największych gdańskich węzłach przesiadkowych mają pojawić się ekrany LCD, na których wyświetlany będzie nie tylko rozkład jazdy autobusów i tramwajów, ale przede wszystkim czas, jaki pozostał do odjazdu najbliższego pojazdu. Prócz ekranów LCD, znanych już z nowej pętli na Chełmie, na gdańskich przystankach pojawią się wyświetlacze LED, podobne do tych, które znajdują się w tramwajach i autobusach. Te z kolei pokazywałyby jedynie czas, jaki pozostał do odjazdu najbliższego pojazdu linii.

- Jeszcze w tym tygodniu zostanie ogłoszony przetarg na wykonanie całego systemu - zapowiada Oskar Białowąs, rzecznik prasowy Zarządu Transportu Miejskiego w Gdańsku. - Optymistycznie zakładając, prace mogą zakończyć się już w czerwcu.

Jedne z pierwszych wyświetlaczy mają się pojawić na przystankach autobusowych i tramwajowych naprzeciwko Dworca Głównego PKP w Gdańsku.

Ale jest problem. Podczas ubiegłorocznego remontu Podwala Grodzkiego, a wraz z nim przystanków komunikacji miejskiej, nikt nie przewidział takiej inwestycji. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, urzędnicy z ZTM boją się, że teraz nikt nie wyda zgody na rozkopanie chodników na placu przed dworcem.

- Wykopanie niewielkiego rowu do podprowadzenia zasilania nie powinno zakłócić w żaden sposób gwarancji - twierdzi Romuald Nietupski z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku. - Chociaż uważam, że prace powinny być wykonane pod nadzorem firmy, która prowadziła remont Podwala Grodzkiego.
Również ewentualne obawy o tak zwane przerwanie ciągłości inwestycji wspieranej przez Unię Europejską nie ma podstaw. - Ta inwestycja ma zbyt małą skalę, by spowodować poważne utrudnienia - usłyszeliśmy w gdańskim magistracie.

Precyzyjnie

Rozmowa z Marcinem Dymarskim, kierownikiem działu informatyki w gdańskim Zarządzie Transportu Miejskiego.

- Na jakiej zasadzie będzie działać system?

- Dzięki nadajnikom GPS zamontowanym w pojazdach komunikacji miejskiej będzie można oszacować, jaki czas pozostał na dojechanie do danego przystanku. I właśnie ten rzeczywisty czas przyjazdu będzie wyświetlany na ekranach LCD. Jeżeli jednak z powodu korków lub jakichś innych przyczyn nie da się oszacować czasu przyjazdu, na ekranach pojawi się planowany rozkład jazdy, tak jak to jest obecnie na pętli na Chełmie.

- Co jeszcze da wam nowy system?

- Dzięki niemu będziemy mogli również kontrolować naszych przewoźników, czy wywiązują się ze swoich umów.

- Na których przystankach w pierwszej kolejności pojawią się nowe wyświetlacze?

- Wytypowaliśmy ponad 40 lokalizacji, jednak konkrety będą ustalane już z wykonawcą.

3 mln zł - taka kwota jest przeznaczona w budżecie miasta Gdańska na budowę Systemu Informacji Pasażerskiej

Jakub Wielicki - POLSKA Dziennik Bałtycki


Źródło: http://gdansk.naszemiasto...nia/828292.html

Post

Wysłany: 2008-05-08, 09:34

CytatCytat:

Gdańska policja chce zlikwidować trzy komisariaty - na Stogach, w Oliwie i w Nowym Porcie. Protestują mieszkańcy i radni. Pod apelem podpisało się 600 osób.

W Gdańsku jest dziewięć komisariatów. Dla porównania - w Poznaniu siedem, we Wrocławiu trzynaście. Jeszcze w tym roku przestanie funkcjonować jednostka w Oliwie. Przy ul. Obrońców Wybrzeża powstaje nowa siedziba, która będzie odpowiadać za Przymorze, Zaspę i właśnie Oliwę. Z kolei w przyszłym roku ma zostać zlikwidowany komisariat w Nowym Porcie, który odpowiada też za Brzeźno. Jego kompetencje przejmą policjanci z Wrzeszcza. Natomiast komisariat na Stogach ma przestać działać za dwa-trzy lata. Teren ten zostanie podłączony pod jednostkę przy ul. Piwnej na Starym Mieście.

- Szacujemy, że dzięki reorganizacji na ulicach pojawi się nawet 80 dodatkowych funkcjonariuszy - mówi podinspektor Dariusz Guzikowski, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. - Bezpieczeństwa nie budują budynki, a patrole. Poza tym przestępczość wzrasta w innych rejonach gminy. Zapewniam, że mieszkańcy nie odczują negatywnych skutków. Planujemy utworzenie rewirów i kilkugodzinne dyżury dzielnicowych.

Plany policji bulwersują gdańszczan. Tylko na Stogach pod sprzeciwem podpisało się 600 osób.

- Na Wyspie Sobieszewskiej też zlikwidowano komisariat i mieszkańcy skarżą się, że teraz patrole to rzadkość - żali się Małgorzata Milewska, mieszkanka Stogów. - W naszej dzielnicy problemów przecież nie brakuje. Ja sama po każdym meczu żużlowym wymieniam szyby w sklepie. Ta decyzja dziwi tym bardziej że według ostatnich badań mieszkańcy dzielnic, na terenie których planuje się reorganizację, mają najniższe poczucie bezpieczeństwa.

Milewska mówi o raporcie sporządzonym przez Uniwersytet Gdański na zlecenie gminy. Badanie wykazało, że mieszkańcy Stogów z Przeróbką, Krakowca, Górek Zachodnich i Wyspy Sobieszewskiej najniżej oceniają osobiste bezpieczeństwo. Podobnie Brzeźno, Nowy Port i Oliwa.

- Do tego dochodzi waga organizacji Euro 2012 i zainteresowanie inwestorów. Powszechnie wiadomo, że obecność nowych firm zależy również od poziomu bezpieczeństwa - dodaje radny PO Marcin Skwierawski z komisji samorządu i ładu publicznego rady miasta.

Opinii tej nie podziela prezydent Gdańska Paweł Adamowicz (PO), który regularnie dofinansowuje miejską policję i popiera likwidacje komisariatów: - Ideą reorganizacji jest to, by jak najwięcej policjantów odciągnąć od pracy biurowej i skierować do patrolowania ulic. Komendant policji jest fachowcem, mam więc nadzieję, że zbadał problem i stan bezpieczeństwa rzeczywiście się poprawi.

Lawina protestów odnosi jednak skutek. Wczoraj komenda wojewódzka poinformowała nas o zmianie planów.

- Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji, jak będzie to wyglądać, czy policjanci będą stacjonować w istniejących komisariatach, czy np. w pomieszczeniach spółdzielni mieszkaniowych, ale na pewno zostanie całodobowa obsługa policji w tych rejonach miasta - powiedział nadkomisarz Jan Kościuk, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji. - Nie chcemy nic likwidować, tylko zreorganizować. Musimy uporządkować stan etatowy i poprawić warunki pracy funkcjonariuszy.

Mieszkańców to nie zadowala. Dalej będą zbierać podpisy, które niebawem trafią do władz miasta, województwa i pomorskich parlamentarzystów.

- Bo jaka w tym logika? - dziwi się Małgorzata Milewska. - Przecież nikt nie czuje się na Stogach czy w Nowym Porcie bezpiecznie. Zatem po co marginalizować coś, co i tak kiepsko funkcjonuje?

Tę opinię podzielają nawet policjanci.

- Dzięki komisariatom ludzie czują się bezpiecznie - uważa Bożena Chlebiuk, wiceprzewodnicząca NSZZ Policjantów w Gdańsku. - W razie zagrożenia miną wieki, zanim radiowóz ze Starego Miasta dojedzie na Stogi. Komenda chce zmniejszyć etaty naczelników i ich zastępców, żeby ograniczyć biurokrację, ale nie wierzę, że ci, co przesiedzieli ostatnie lata za biurkami, wyjdą na ulice. Zastanawiamy się, czy impulsem były kroki MSWiA. Podwyżki komendy dać musiały, ale dodatkowych pieniędzy już nie otrzymały.

Post

Wysłany: Pią Lip 13, 2007 9:36

Trolejbusem przejedziemy z Rumi aż do Gdańska

Wsiadamy do trolejbusu przy Dworcu Głównym w Rumi, a wysiadamy z niego na granicy Sopotu z Gdańskiem. Nierealne? Niekoniecznie. Władze Gdyni, Sopotu i Rumi wstępnie porozumiały się w sprawie rozbudowy sieci komunikacyjnej i połączenia trakcją trolejbusową terenu trzech gmin.

Inwestycja ma kosztować 120 mln zł. Pierwsi pasażerowie będą prawdopodobnie mogli przejechać z Rumi do Sopotu pod szelkami w roku 2010.

- Przygotowujemy różne warianty koncepcji tego połączenia - mówi Wanda Strzyżewska, zastępca prezesa Zarządu Przedsiębiorstwa Komunikacji Trolejbusowej w Gdyni. - To, która z nich zostanie wybrana, zależeć będzie już jednak od władz poszczególnych miast zaangażowanych w projekt.

Jedna z nich, najbardziej prawdopodobna, zakłada oprócz budowy nowych odcinków trakcji trolejbusowej w Gdyni, Rumi i Sopocie także zakup całego taboru nowych pojazdów. Mają to być tzw. duobusy, czyli trolejbusy, które w każdej chwili mogą opuścić szelki i poruszać się dzięki pracy agregatów umożliwiających im jazdę bez prądu.

- To właśnie zakup tych pojazdów byłby odpowiedzialny za dużą część kosztów całej inwestycji - mówi Marek Stępa, wiceprezydent Gdyni.
A koszty te są niebagatelne, bo szacuje się je na 120 mln zł. Projektowi pilotuje Gdynia, która już od jakiegoś czasu myśli o rozbudowie swojej sieci komunikacyjnej. Potrzebuje jednak na to pieniędzy unijnych, a o nie zdecydowanie łatwiej, kiedy wniosek umotywować można integracją metropolii, a więc składa go więcej niż jedna gmina. Dlatego też do rozmów zaproszono Rumię i Sopot. W przyszłości do projektu dołączyć mogą także kolejne gminy, takie jak Kosakowo.

Wniosek o dofinansowanie ma zostać złożony na przełomie roku. Miasta liczyć mogą na kwotę w wysokości 50 proc. wartości inwestycji. Resztę zapłacić będą musiały same.

Szczegółowy model finansowania projektu nie został jeszcze uzgodniony, ale prawdopodobnie poszczególne gminy poniosą koszty zależne od długości sieci trakcyjnych budowanych na ich terenie. Od kalkulacji ewentualnych nakładów zależeć będzie w dużej mierze tempo wprowadzania projektu w życie.

- Jeszcze nie dostaliśmy od gdyńskiego Zarządu Komunikacji Miejskiej szczegółowej symulacji kosztów - mówi Elżbieta Rogala-Kończak, burmistrz Rumi. - Jak tylko dokumenty takie do nas dotrą, zadecydujemy, co dalej. Na pewno jednak sieć komunikacyjną rozbudujemy, bo jest to zapisane w naszej strategii rozwoju miasta.

Rozmowy między Gdynią a Sopotem są jeszcze bardziej zaawansowane. - Mogę powiedzieć, że wszystko jest już ustalone - dodaje Jacek Karnowski, prezydent kurortu. - Trolejbusy jeździć będą aż do granicy z Gdańskiem, do powstającej właśnie hali widowiskowo-sportowej.

A co na to najbardziej zainteresowani, czyli mieszkańcy Trójmiasta?
- Ciekawe, jak drogie będą bilety - mówi Dorota Niedzielska z Gdyni. - Jeżeli ich ceny będą konkurencyjne względem oferty Szybkiej Kolei Miejskiej, to na pewno znajdą się chętni, aby w ten sposób przemieszczać się między miastami.

Źródło: Dziennik Bałtycki 2007-07-13

Post

Wysłany: Pon Paź 29, 2007 10:48

Brutalne pobicie w gdańskim klubie z tradycjami

Zęby powybijane z korzeniami, poobijane nerki i powykręcane palce. Do tego stek obelg, strach i uraz psychiczny. Wieczoru spędzonego w ubiegłym tygodniu w gdańskim klubie Atrium pani Magda nie zapomni pewnie nigdy. Gdy wraz z siostrą, kuzynką i dwoma kolegami bawili się w najlepsze, w lokalu rozpętało się prawdziwe piekło.

Pobita gdańszczanka zapowiada, że wraz z rodziną zrobią wszystko, aby ktoś poniósł odpowiedzialność za to, co działo się w klubie Atrium w nocy z 13 na 14 października. Od razu o całym zajściu poinformowała policję.

- Nie odpuszczę. Ochrona w klubie jest po to, by chronić, a nie po to, by bić niemal do nieprzytomności. Tym bardziej, że jedyną moją winą było to, że próbowałam powstrzymać ochroniarza przed skatowaniem chłopaka mojej siostry. Za to uderzył mnie tak, że wybił mi trzy zęby, w tym dwa z korzeniami - opowiada pani Magda, która do Atrium przyszła tej feralnej nocy po raz pierwszy w życiu. Joanna, siostra pani Magdy, także nie może zapomnieć wspólnego wyjścia do klubu.

- Zaczęło się, gdy mój chłopak Walery, który jest Ukraińcem, dość dosadnie powiedział jednemu z gości lokalu, że moja kuzynka nie chce z nim tańczyć - opowiada pani Joanna. - Natręt nie zamierzał jednak ustępować i stał nad nami tak długo, aż przyszli ochroniarze. Ku naszemu zdziwieniu, nie chodziło im o tego człowieka, tylko od razu zaczęli bić mojego chłopaka. W pewnym momencie jeden z ciosów złamał mu nos i powalił go na kolana mojej siostry. Gdy ta zaczęła interweniować, jeden z ochroniarzy uderzył ją pięścią w twarz. Później było jeszcze gorzej. Kopali ją, uderzali jej głową o szybę tak mocno, że nawet jeden z nich przestraszył się, że ją zabiją - dodaje pani Joanna.

Magda upadła na podłogę. Ochroniarze wywlekli ją wtedy z lokalu. Zdesperowana kobieta, widząc, że w środku pozostała jej siostra i kuzynka, udawała, że dzwoni na policję.

- Weszłam po nie do środka. Powiedziałam ochroniarzom, żeby pozwolili im wyjść, bo wezwałam policję. Wtedy dwóch krótko ostrzyżonych osiłków złapało mnie i nie chciało wypuścić. Dopiero gdy przyznałam, że kłamałam i żadna policja nie jedzie, pozwolili nam wszystkim wyjść - wspomina skatowana w Atrium gdańszczanka.

Kobiety wyprowadziły z lokalu pobitego Ukraińca i już naprawdę wezwały policję. Pani Magda oraz pan Walery złożyli w komisariacie przy ul. Krynickiej zawiadomienia o pobiciu przez ochroniarzy z Atrium. Potwierdza to asp. sztab. Piotr Strojny z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

- Faktycznie, 14 października w komisariacie na Przymorzu zostało złożone zawiadomienie o pobiciu przez pracownika ochrony lokalu. Sekcja dochodzeniowo-śledcza komisariatu prowadzi postępowanie przygotowawcze dotyczące pobicia. Jego sprawcy grozi do trzech lat pozbawienia wolności - wyjaśnia asp. sztab. Strojny.

Lekarz, badający panią Magdę, był w szoku. Stwierdził, oglądając jej szczękę, że nigdy nie widział czegoś podobnego. Koszty leczenia dentystycznego oszacowano na około 8 tysięcy złotych. Pobity Ukrainiec miał z kolei wstrząśnienie mózgu, krwiaka i złamany nos. Lekarze zalecili mu dwutygodniowe zwolnienie z pracy.

Policja oficjalnie nie potwierdza, jakoby w Atrium dochodziło w tym roku do innych pobić. Internet jest jednak pełen złych opinii na temat bezpieczeństwa w tym miejscu. W lutym tego roku w Atrium kopnięta nogą w twarz została pani Joanna, siostra pobitej w ubiegły weekend gdańszczanki.

- Wtedy myślałam, że byłam tam pierwszy i ostatni raz. Niestety, skusiłam się - przyznaje dziś.

Atrium to lokal z 30-letnią tradycją. Znajduje się w ciągu parterowych pawilonów na ul. Czerwony Dwór na gdańskim Przymorzu. Kiedyś uważany był za miejsce, w którym warto bywać, teraz opinia się zmienia.

Skontaktowaliśmy się z właścicielami, aby porozmawiać o październikowej bójce.

- Rosjanie głośno się bawili ze swoimi kobietami. To się nie podobało. Jeden z nich dostał fangę w nos. Gdy Mariusz [ochroniarz, który rzekomo w Atrium pracuje od tygodnia i właściciele nie zdążyli poznać jego nazwiska - dop. aut.] zamachnął się, kobieta, która się wtrącała, dostała. Żadnego bicia nie było. Poza tym sama jest sobie winna. Chyba wiadomo, że u nas nie kościół - usłyszeliśmy od właścicielki Atrium. Pani Regina A. twierdzi też, że pobita w jej klubie kobieta była pijana i agresywna (policyjny alkomat wskazał 0,28 promila). Sama tego co prawda nie widziała, ale taką relację zdali jej pracownicy. Jej mąż, który tego wieczoru był w Atrium, ubolewa, że takie zdarzenie miało miejsce.

- Nie zdążyłem zareagować. Policja wyjaśni sprawę - mówi.

8 tys. zł - tyle ma kosztować leczenie dentystyczne pani Magdy

Źródło: Dziennik Bałtycki (Maciej Pawlikowski) 2007-10-29

Post

Wysłany: Czw Sie 10, 2006 8:24 am

CytatCytat:

System Informacji Miejskiej miał być chlubą Gdańska. Kosztował do tej pory 300 tysięcy złotych. Niestety, tabliczki wystawiły miasto na pośmiewisko. W niemieckich tłumaczeniach są błędy.

Niektóre z nich są kardynalne - twierdzi prawnik Konrad Kwarta, który od dwudziestu lat mieszka w Niemczech. - To tak, jakby Ratusz Głównego Miasta, pisany po niemiecku, przetłumaczono po polsku "Ratósz Głuwnego Miasta". Jeśli Niemiec przeczyta na przykład informację o pomniku Poległych Stoczniowców, dowie się, że został on wystawiony ku czci... "tysiąca dziewięciuset siedemdziesięciu poległych stoczniowców". Myślę, że takie miasto jak Gdańsk, fundując turystom atrakcje, powinno się bardziej przyłożyć do jakości.
"Dziennik Bałtycki" otrzymał analizę znalezionych błędów. O niezależną opinię poprosiliśmy Biuro Tłumaczeń Babel S.C. w Sopocie. Tamtejszy tłumacz od razu dopatrzył się błędów. Są to również literówki i niepoprawne formy gramatyczne.
Felerne tabliczki wykonała na zlecenie miasta poznańska firma Public Profits. Osoby odpowiedzialnej nie było wczoraj w pracy. Będzie osiągalna w piątek.

Niemcy mogą śmiać się do rozpuku z tłumaczeń, jakie znajdują się na tabliczkach Systemu Informacji Miejskiej. Tylko na jednej z nich znajdują się trzy błędy.
Niespełna miesiąc temu z wielką pompą oddawano do użytku SIM. Na terenie Głównego Miasta oraz Oliwy ustawiono 36 słupów z tablicami informacyjnymi. Nazwy atrakcji turystycznych przetłumaczono na dwa języki: angielski i niemiecki. Wszystko po to, by ułatwić życie zagranicznym turystom. Misję zaprojektowania i tłumaczeń na tablicach gmina powierzyła poznańskiej firmie Public Profits. Ta z kolei zdaniem urzędników korzystała z usług Andrzeja Januszajtisa, znawcy dziejów Gdańska.
- To jakaś bzdura. Z żadną firmą nie miałem nic wspólnego - denerwuje się Januszajtis. - Nic nie tłumaczyłem.
Public Profits nie czuła się na siłach rozmawiać z nami o błędach.
- Osoba odpowiedzialna za ten projekt będzie dopiero w piątek - usłyszeliśmy przez telefon.
Póki co winnych błędów nie ma. A tylko na skrzyżowaniu ulic Podwale Staromiejskie - Igielnicka znajdują się trzy. Pierwszy dotyczy Pomnika Obrońców Poczty Polskiej - przetłumaczonego jako "Denkmal der Verteidiger des Polnischen Post". Zdaniem tłumacza (Niemca) z Biura Tłumaczeń Babel S.C. w Sopocie poprawne tłumaczenie brzmi: "Denkmal der Verteidiger der Polnischen Post".
Kilka błędów popełniono natomiast w nazwie "Pomnik Poległych Stoczniowców - Denkmal der 1970 Getoeteten Werftaarbeitder". Tylko w ostatnim wyrazie znajdują się dwie tzw. literówki. Natomiast sam napis tłumaczony wprost informuje: "pomnik tysiąca dziewięciuset siedemdziesięciu poległych stoczniowców". - Mimo błędów w napisie niemiecki turysta rozumie, iż jest to rok, a nie liczba zabitych - ma nadzieję tłumacz z SC. Babel.
Prawidłowy napis na tabliczce powinien brzmieć: Denkmal für die im Jahre 1970 getoeteten Werftarbeiter. Błąd znajdziemy też w nazwie Muzeum Poczty i Telekomunikacji - "Post-und Telekommunikationsmuseum" (brakuje przerwy po myślniku). A to tylko błędy z jednego skrzyżowania

Miało być pięknie, a jest jak zwykle...
Ciekawe, ze błędy dotyczą tylko języka niemieckiego.